niedziela, 11 stycznia 2015

Laminowanie włosów

Jako, że wczoraj wykonałam swój drugi zabieg laminowania w życiu, spieszę z zdaniem Wam sprawozdania :)


Do wykonania całego zabiegu będzie potrzebna miseczka, gorąca woda i żelatyna. Za pierwszym razem dodałam również łyżkę maski do włosów, ale jest to opcjonalne.

Ogólna zasada przygotowania mikstury, to proporcje 3 łyżki wody do 1 łyżki żelatyny, ja jednak mam dość długie włosy i podwoiłam wszystko do 6 łyżek wody na 2 żelatyny. Całość mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji:

Czekamy aż wszystko ostygnie, w między czasie myjemy włosy, bowiem włosy laminuje się na mokro. Przy tym punkcie coś mnie wczoraj zamroczyło, bo o umyciu włosów przypomniałam sobie w połowie nakładania żelatyny ;..; Byłam nieco załamana, ale cóż mogłam poradzić, pokryłam całe włosy, po czym założyłam swój bardzo profesjonalny czepek - zwykłą reklamówkę jednorazową, podgrzałam całość suszarką i zostawiłam na 45 min. Kiedy poprawnie umyłyście włosy przed zabiegiem, to poleca się po prostu je wysuszyć razem z żelatyną - ciepło pomaga wniknąć składnikom we włosy :)





Kiedy minie 45min spłukujemy żelatynę chłodną wodą i nie myjemy ponownie włosów. Ja niestety miałam już 2 dni nie myte włosy i po prostu musiałam to zrobić, z racji mojej wcześniejszej wtopy (nie umyłam włosów przed).  Przez to laminowanie nie dało u mnie tak wspaniałych efektów, jak było to za pierwszym razem. Włosy były wygładzone, miękkie i błyszczące, jednak za pierwszym razem byłam duuuużo bardziej zadowolona. Cóż, sama jestem sobie winna, zabieg laminowania z pewnością powtórzę za jakieś 4 tygodnie, bowiem nie wolno go robić zbyt często - można przeproteinować włosy, a to już straszna sprawa. Oczywiście można go robić nieco częściej, trzeba po prostu wyczuć swoje włosy, że tak to wszystko ujmę :)
 Włosy przed. Zdjęcie - sobota w południe, włosy myte we czwartek wieczorem. Tutaj są już bardzo nieświeże, choć zbytnio tego nie widać. Moje włosy przetłuszczają się bardzo szybko, muszę je myć codziennie. Zdjęcie bez flesha w świetle dziennym. 







Włosy po. Pierwsze w świetle dziennym, drugie z fleshem. Na pierwszym włosy są jeszcze nieco mokre. 



Za pierwszym razem z zabiegu laminowania byłam bardzo zadowolona, teraz z mojej  własnej winy efekty zostały zminimalizowane. Co do stanu moich włosów - w moim mniemaniu są zadbane :) Są miękkie, lejące i gładkie. Często je olejuje i stosuje wcierki, używam szamponu bez SLS. Moje odrosty są efektem 3-miesięcznej przerwy id farbowania - już w przyszłym tygodniu farbuje henną Khadi, na pewno pochwalę się efektami. Wtedy też z pewnością zetnę końcówki, które są już zwyczajnie krzywo podcięte, co daje efekt wystrzępionych i niezadbanych, mimo że nie mam ich rozdwojonych.

Zabieg laminowania polecam każdemu - o ile tylko nie zafundowałyście swoim włosom dużej dawki protein w ostatnim czasie, z pewnością polubią one żelatynę :)

Tak więc w przyszłym tygodniu czeka mnie mała, włosowa rewolucja! :)








4 komentarze:

  1. Nigdy o czymś takim nie słyszałam, ja nie lubię eksperymentować bo moje włosy tego nie lubią. Może kiedyś sie pokoszę zobaczymy

    OdpowiedzUsuń
  2. Efekt super, muszę wreszcie spróbować tej żelatyny.
    Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wchodzę na bloga, a tu jedna z moich komputerowych tapet jako nagłówek <3
    Śliczne włosy.
    Ostatnio jak laminowałam włosy były mega niezadowolone :c

    OdpowiedzUsuń