wtorek, 20 stycznia 2015

Włosowo - urodowe plany na 2015 rok + pytanie

Już jakiś czas temu zawitał do nas nowy rok a z nim nawał planów i noworocznych postanowień, które w większości umierają śmiercią naturalną jeszcze zanim rozpocznie się ich realizacje.
Ja również postanowiłam sporządzić listę celów, które będą przyświecać mi w tym roku głownie przy mojej włosowej pielęgnacji, ale nie tylko. Mam tylko nadzieję, że nie skończy się na kiełkujących planach, a na rozkwitniętych, spełnionych celach :)

1. Wyeliminować łamliwość włosów
Jest to moja życiowa zmora, nigdy nie katowałam swoich włosów, zawsze były w miarę zdrowe, jednak łamliwe i rozdwajające się końcówki towarzyszą mi przez większość życia. Odkąd zaczęłam wnikać w tajniki świadomej pielęgnacji odkryłam, co jest główną przyczyną takiego stanu rzecz - przez praktycznie całe życie spałam z mokrymi, rozpuszczonymi włosami. Ot co. Przez ostatnie 3 miesiące z włosami zaplecionymi w warkocz i suchymi w ok. 80% (niestety nie posiadam suszarki z chłodnym nawiewem - jest to mój najbliższy must have, a gorącym nie chce ich katować) i zauważyłam znaczną poprawę. Myślę, że systematycznie ścinając końce dojdę  w końcu do satysfakcjonującego mnie stanu.

2.Wyjść z cieniowania
Tu chyba nie muszę dużo mówić - większość włosomaniaczek tego pragnie. 

3. Zapuścić włosy (przyśpieszyć ich porost)
Moje włosy nie rosną w zastraszającym tempie - bez stosowania jakichkolwiek wcierek i innych wspomagaczy jest to ok. 1/1,5 cm na miesiąc. Obecnie moje włosy sięgają mi do talii, do końca roku chce uzyskać długość do tyłka (najlepiej do jego połowy, ale to marzenia). Wtedy osiągnę swoją wymarzoną długość i będę tylko systematycznie podcinać końcówki :)

4. Ściąć włosy w "V"
Bardzo podobają mi się tak ścięte włosy, jednak boję się iść do fryzjera (nieprzyjemne doświadczenia), a sama nie jestem w tym zbyt biegła, więc również boję się, że coś sknocę i będę musiała ściąć jeszcze więcej. Ale poczekajcie, znajdę jakiś złoty środek i uzyskam "V" :D

5. Uzyskać trwały rudy kolor
Rudy od zawsze mi się marzył, rok temu rozpoczęłam przygodę z farbowaniem, jednak jest to niesamowicie nietrwałe u mnie - kolor wymywa się po 2 tyg. Niezwykle mnie to denerwuje. Moją ostatnia szansą jest henna - w sobotę pierwsze starcie! 

6. Powiększyć kolekcję kosmetyków
A właściwie przetestować ich więcej, by w końcu wiedzieć, co dokładnie pasuje moim włosom, a czego unikać. Jak na razie nie posiadam przesadnie dużej ilości preparatów do włosów, jednak wciąż bardziej instynktownie, niźli świadomie je dobieram.

7.Zapuścić paznokcie
Tutaj nieco źle się wyraziłam - moje paznokcie są długie na ok 0,5cm, z wyjątkiem jednego buntownika - wskazujący u lewej ręki jest ogryzkiem już od 2 miesięcy - za nic  nie mogę go zapuścić. Poza tym używam odżywki z Eveline (tak, tej zUej) i szukam czegoś, co działałoby równie dobrze i nie zawierało formaldehydu.

8. Wspomóc rzęsy
Moje rzęsy są bardzo liche, krótkie, cienkie i rosną w dół (moja zmora). Jak na razie rozpoczęłam kurację olejkiem rycynowym i poczekam na efekty, jeśli takowych nie będzie po 2/3 miesiącach, to chyba skuszę się na odżywkę Bodetko Lash.

Na koniec pytanie - jako, że stanęłam przed życiowym dylematem: zostać przy grzywce (którą mam chyba od zawsze), czy może coś zmienić i przerzucić się na przedziałek na środku? Naprawdę nie mogę się zdecydować, a moja grzywka jest już super długa i wymaga podcięcia więc proszę o opinię, jeśli macie ochotę wyrazić swoje zdanie na ten temat. Uprzedzając pytania, w obu wersjach czuję się równie dobrze. I tak wiem, to trochę głupie pytać o coś tak prozaicznego tutaj, ale ja do najmądrzejszych nie należę! :)



vs




sobota, 17 stycznia 2015

Siemię lniane w dwóch wersjach :)

Na początku mała adnotacja - miałam dzisiaj hennować włosy, ale niestety z dość prozaicznego powodu nie mogłam - po prostu paczka z henną jeszcze mi nie przyszła (choć sprawdzając po numerze przesyłki już w piątek rano była w moim mieście ze statusem "przygotowana do dostarczenia").  Zabiorę się za to w przyszłą sobotę, bo na co dzień mieszkam w innym mieście. Już się nie mogę doczekać efektu, odrost już mnie dobija :(

A dzisiaj o siemieniu lnianym. Jak już wspominałam w ostatnim wpisie, rozpoczęłam picie siemienia - co wieczór przygotowuję porcję zalewając dwie łyżeczki nasion szklanką wody, a całość wypijam rano, na czczo. Niestety, smak nie przypadł mi zbytnio do gustu - nie był zbyt uciążliwy, ale do najprzyjemniejszych nie należał. Dzisiaj postanowiłam całą miksturę nieco podrasować dodając starte jabłko i domowy sok z malin. W takiej formie siemię jest pyyszne :)


Przechodząc teraz do włosów, dzisiaj wreszcie skusiłam się na żel również z siemienia. Podcięłam też nieco moje baardzo nierówne końcówki (mam uraz do fryzjerów), nadal nie są idealne, ale nie przeszkadza mi to zbytnio - zawsze chodzę z włosami z przodu, a nie chcę dużo ścinać i tracić długość, szczególnie, że moje końcówki nie są tak zniszczone, by wymagać drastycznego cięcia.







Włosy myte we czwartek wieczorem, zdjęcie zrobione w sobotę rano, Włosy jak zwykle nieświeże przy po opuszczeniu choć jednego mycia. Prawdopodobnie popełniłam też błąd ścinając końcówki przed a nie po umyciu włosów, ale cóż, człowiek uczy się na błędach :) 

Zaraz po zdjęciu umyłam włosy szamponem BabyDream po czym nałożyłam na nie żel z siemienia (nie użyłam żadnej odżywki/maski po myciu), pod czepek, pod ręcznik i zostawiłam na 45 min. Kiedy czas minął, spłukałam "glutka" z włosów i pozostawiłam je do naturalnego wyschnięcia (ok 4h).
Efekt:

Flesh/bez flesha.

Mi osobiście efekt bardzo się podoba, z pewnością glutek stanie się częstszym gościem w mojej pielęgnacji. 



poniedziałek, 12 stycznia 2015

Haul urodowy + kuracja siemieniem lnianym

Dzisiaj odwiedziłam wielką, nowo wybudowaną galerię w moim mieście, a dokładniej Hebe, gdyż w wakacje mój Luby założył kartę Hebe (trzeba było mieć 18 lat, więc ja odpadałam) i niedawno przyszedł mu kot rabatowy na 10 zł przy zakupach za 40 zł. Tak więc korzystając z okazji kupiłam maski, na które miałam już od dawna ochotę:


Kupiłam dwie maski z Kallosa - Chocolate i Algea. Planuje jeszcze inne z tej firmy, więc napiszcie mi, jakie są najlepsze Waszym zdaniem :) Dodatkowo słyszałam wiele pozytywnych opinii o mlecznej masce Creme al Latte, więc na nią również się skusiłam. Pierwsze wrażenie, oczywiście zapachowe, bo osobna recenzja każdego z produktów z pewnością się  pojawi, jest dość pozytywnie. Chocolate pachnie cudownie - taką klasyczną, nie przesłodzoną czekoladą, Algea jest ok, jak dla mnie neutralny zapach, przypomina nieco krem, natomiast Latte to typowy milk shake, którego zapach jest niezwykle intensywny i z pewnością dla wielu będzie uciążliwy, jednak dla mnie jak na razie jest w porządku.

Z Hebe mam również dwa lakiery z Estetio - klasyczny czarny i fioletowy (na zdjęciu jest typowy niebieski, ale aparat po prostu przekłamał kolory). Numerki to 76 i 406. Te zdobycze zdążyłam już wypróbować i wstępnie mogę powiedzieć, że fioletowy beznadziejnie kryje przy 1 warstwie, za to czarny ujdzie w tłumie.

Ostatnimi zakupionymi przeze mnie rzeczami, bardzo naturalnymi zresztą, były siemię lniane i oliwa z pestek winogron. I tutaj zapowiedz - rozpoczynam picie siemienia lnianego - codziennie wieczorem 1 łyżeczkę zaleje gorącą wodą, zostawię do rana i wtedy też wypiję :) Myślę, że po jakiś 2/3 miesiącach zdam Wam sprawozdanie ze efektów kuracji. Olej z pestek winogron typowo do olejowania włosów, chciałam spróbować czegoś nowego, dotychczas moje doświadczenia z olejami ograniczyły się do tego zwykłego, rzepakowego i kokosowego. Zobaczymy, czy z winogronowym rozpoczniemy dłuższą znajomość ^^
Jakie oleje i maski dostępne w Hebe polecacie? I jeszcze apel: GDZIE DOSTAĆ SZAMPON BABY DREAM? Dziś byłam w Hebe, Superpharm, Naturze i wszelakich marketach - nigdzie nie ma :c Został mi jeszcze Rossman, może tam mnie poratują :)


niedziela, 11 stycznia 2015

Laminowanie włosów

Jako, że wczoraj wykonałam swój drugi zabieg laminowania w życiu, spieszę z zdaniem Wam sprawozdania :)


Do wykonania całego zabiegu będzie potrzebna miseczka, gorąca woda i żelatyna. Za pierwszym razem dodałam również łyżkę maski do włosów, ale jest to opcjonalne.

Ogólna zasada przygotowania mikstury, to proporcje 3 łyżki wody do 1 łyżki żelatyny, ja jednak mam dość długie włosy i podwoiłam wszystko do 6 łyżek wody na 2 żelatyny. Całość mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji:

Czekamy aż wszystko ostygnie, w między czasie myjemy włosy, bowiem włosy laminuje się na mokro. Przy tym punkcie coś mnie wczoraj zamroczyło, bo o umyciu włosów przypomniałam sobie w połowie nakładania żelatyny ;..; Byłam nieco załamana, ale cóż mogłam poradzić, pokryłam całe włosy, po czym założyłam swój bardzo profesjonalny czepek - zwykłą reklamówkę jednorazową, podgrzałam całość suszarką i zostawiłam na 45 min. Kiedy poprawnie umyłyście włosy przed zabiegiem, to poleca się po prostu je wysuszyć razem z żelatyną - ciepło pomaga wniknąć składnikom we włosy :)





Kiedy minie 45min spłukujemy żelatynę chłodną wodą i nie myjemy ponownie włosów. Ja niestety miałam już 2 dni nie myte włosy i po prostu musiałam to zrobić, z racji mojej wcześniejszej wtopy (nie umyłam włosów przed).  Przez to laminowanie nie dało u mnie tak wspaniałych efektów, jak było to za pierwszym razem. Włosy były wygładzone, miękkie i błyszczące, jednak za pierwszym razem byłam duuuużo bardziej zadowolona. Cóż, sama jestem sobie winna, zabieg laminowania z pewnością powtórzę za jakieś 4 tygodnie, bowiem nie wolno go robić zbyt często - można przeproteinować włosy, a to już straszna sprawa. Oczywiście można go robić nieco częściej, trzeba po prostu wyczuć swoje włosy, że tak to wszystko ujmę :)
 Włosy przed. Zdjęcie - sobota w południe, włosy myte we czwartek wieczorem. Tutaj są już bardzo nieświeże, choć zbytnio tego nie widać. Moje włosy przetłuszczają się bardzo szybko, muszę je myć codziennie. Zdjęcie bez flesha w świetle dziennym. 







Włosy po. Pierwsze w świetle dziennym, drugie z fleshem. Na pierwszym włosy są jeszcze nieco mokre. 



Za pierwszym razem z zabiegu laminowania byłam bardzo zadowolona, teraz z mojej  własnej winy efekty zostały zminimalizowane. Co do stanu moich włosów - w moim mniemaniu są zadbane :) Są miękkie, lejące i gładkie. Często je olejuje i stosuje wcierki, używam szamponu bez SLS. Moje odrosty są efektem 3-miesięcznej przerwy id farbowania - już w przyszłym tygodniu farbuje henną Khadi, na pewno pochwalę się efektami. Wtedy też z pewnością zetnę końcówki, które są już zwyczajnie krzywo podcięte, co daje efekt wystrzępionych i niezadbanych, mimo że nie mam ich rozdwojonych.

Zabieg laminowania polecam każdemu - o ile tylko nie zafundowałyście swoim włosom dużej dawki protein w ostatnim czasie, z pewnością polubią one żelatynę :)

Tak więc w przyszłym tygodniu czeka mnie mała, włosowa rewolucja! :)








wtorek, 6 stycznia 2015

Ziaja Nuno - Maska z Zieloną Glinką


Glinka zielona stosowana zewnętrznie działa na skórę dezynfekująco, absorbcyjnie, łagodząco i gojąco. Ma również właściwości czyszczące, oczyszczające, regenerujące, odżywcze i wzmacniające. Dzięki swoim właściwościom działa leczniczo na skórę trądzikową, wypryski i wrzody. Dezynfekuje skórę, absorbuje sebum, bakterie i toksyny, zamyka pory, przyspiesza gojenie się ran. Skóra nabiera swieżego i zdrowego wyglądu. Pozytywnie oddziałuje również na skórę dojrzałą, zniszczoną lub skłonną do zmarszczek. Odżywia ją, wzmacnia i regeneruje, co zapobiega powstawaniu nowych zmarszczek. 

Ziaja Nuno - Maska z Zielona Glinką
7-10zł/60ml, dostępna w drogeriach

Zawiera:
-zieloną glinkę
-ekstrakty z oczaru, białej herbaty, D-panthenol
Obietnice producenta:
-wykazuje skuteczne działanie ściągające;
-wyraźnie zmniejsza rozszerzone pory;
-łagodzi zmiany trądzikowe i normalizuje pracę gruczołów łojowych;
-nawilża skórę oraz łagodzi podrażnienia;
-nie zatyka porów;
Efekt "nuno":
-redukcja sebum;
-redukcja "świecenia się", efekt mat;

Własnie skończyłam pierwsze opakowanie wyżej wymienionej maski, więc pomyślałam, że przyda się mała recenzja. Maseczkę stosuje dość regularnie 1/2 razy w tygodniu. Dla mnie spełnia swoją funkcję idealnie - cera jest ściągnięta, nawilżona, nie świeci się, ściąga również nadmiar sebum. Jest lekka i delikatna dla skóry , więc nawet właścicielki bardzo wrażliwej cery mogą z niej śmiało korzystać. Owa delikatność jest w równym stopniu wadą jak i zaletą - producent dedykują maskę osobą z cerą trądzikową i skłonną do wyprysków, u który z pewnością się ona nie sprawdzi, jest po prostu za słaba. Dla wszystkich innych typów cery będzie fajną opcją cotygodniowego oczyszczania cery - w żadnym wypadku jej nie zatka i nie zrobi krzywdy.

Jedyną wadą jest dość rzadka konsystencja, co sprawia, że maska nie jest zbyt wydajną, dodatkowo, przy grubszej warstwie, nie zasycha do końca na buzi. Na początku nakładałam jej dość dużo, potem tylko cienką warstwę, bo nie widziałam różnicy, a mikstura dużo lepiej wysychała.

Poczujmy się jak ufoludki! tutaj dosłownie resztka, którą wycisnęłam i nałożyłam przed chwilą :)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Maseczka z cynamonu



Zacznijmy od charakterystyki mojej cery, jednym słowem ująć można, iż nie jest ona zbyt problematyczna, jednak człowiekiem jestem i pryszcze nie są mi obce. Moja cera na twarzy jest mieszana - przetłuszczająca się w strefie T (tylko tam miewam pryszcze) i sucha wokół. Najwięcej pryszczy i zaskórników miewam na czole - prawdopodobnie z powodu grzywki, którą noszę od dobrych 4 lat, a która skutecznie nie pozwala skórze  "oddychać", jednak wciąż nie są to duże zmiany. Jeśli już pojawi się nieprzyjaciel na twarzy, niemiłosiernie długo mi schodzi. Ok. półtorej tygodnia zajmuje mi leczenie tak, aby zostały tylko przebarwienia, które są moją zmorą - pozostają na mojej twarzy naprawdę długo.

Maseczka z cynamonu nie jest czymś nowym, jednak dla mnie jest to świeże odkrycie. Cynamon jest silnym antyoksydantem, dodatkowo posiada właściwości odkażające i dlatego właśnie tak dobrze działa na naszą cerę.

Sposób przygotowania:
Istnieją dwa warianty przygotowania jak i nakładania owej maseczki:
-łagodniejsza - odpowiednią ilość cynamonu mieszamy z jogurtem naturalnym/maślanką i nakładamy tylko na wybrane wypryski;
-mocniejsza - mieszamy z wodą mineralną i nakładamy na całą powierzchnie twarzy;
Oczywiście można mieszać warianty np. mieszankę cynamonu z jogurtem nałożyć na całą twarz itp :)
Co do proporcji, są naprawdę dowolne - zależy jak duża macie twarz, jak grubą warstwę chcecie nałożyć etc. Ja użyłam 3 łyżeczek cynamonu i dolewałam wody mineralnej "na oko" i spokojnie wystarczyło to dla mnie i mego lubego, dodatkowo sporo tego zostało.
Jeśli pozostawicie mieszankę na chwilę, to zastygnie i zrobi się z tego zbita masa, do której ponownie trzeba dodać odrobinę wody.

Wrażenia:
Okropnie piecze! Niby byłam na to przygotowana, ale jednak pierwsze 5 min było dość uciążliwe (wystawiłam głowę przez okno, żeby się trochę ochłodzić :D). Po tym czasie pieczenie przeszło w przyjemne ciepło rozlewające się po twarzy. Trzymałam maskę ok 20 min po czym przeszłam do zmywania, co było nieco trudne, bowiem cynamon nieźle przysechł i przykleił się do twarzy, jednak nie było to specjalnie problematyczne.
Po zmyciu skóra byłą zaczerwieniona, zupełnie nie zdziwiło, za to perfekcyjnie gładka. Po półtorej godzinie zaczerwienienie zeszło zupełnie, skóra była rozjaśniona, a przebarwienia również lekko zbladły. Skóra stała się lekko sucha, wyszły mi suche skórki, jednak był to chwilowy problem, wszak cynamon nawilżającym produktem nazwać nie można.

Podsumowanie:
Maseczka z cynamonu do najdelikatniejszych nie należy, niezależnie od sposobu jej wykonania, więc nie należy do delikatnych, niezależnie w jakiej formie, więc nie powinny stosować jej osoby z cerą delikatną, wrażliwą, skłonną do podrażnień, alergiczną i naczynkową, ale też bardzo suchą.
Dla wszystkich inny polecam stosowanie owej maseczki, gdyż naprawdę dobrze oczyszcza, wygładza i rozjaśnia cerę. Myślę, że sama będę ją stosować co ok 1/2 tygodnie i zdam relacje, ze stanu moich przebarwień.

Witaj zbłąkany wędrowcze.

Nie wiem, jakim magicznym sposobem trafiłeś tutaj, ale mam nadzieję, że jakaś drobna cząstka mojej pracy zainteresuje Cię i zatrzymasz się i poczytasz moje marne wywody, w które wkładam swój czas.

Prywatnie jestem zwykła 18-latką (jestem perfidnym kłamcą - urodziny mam za 4 dni), która ginie wśród tłumu identycznych osób choć niczym Mickiewiczowski płaz "to się wzbija to w głąb wali" wśród owej ludzkiej masy. Uczennica drugiej klasy liceum o profilu humanistycznym (historia rlz). Od 1,5 roku w związku z pewnym przedstawicielem płci przeciwnej, który dzielnie znosi wszystkie jej fanaberie.

Blog ten jest moim drugim przedsięwzięciem i będzie typowo lifestylowy, choć z naciskiem na pielęgnacje i moje eksperymenty związane z nią. Z pewnością nie spotkacie się tu z postami typu "Hej! wstałam dziś o tej i o tej, zjadłam to i to po czym siedziałam na dupie przez cały dzień, Ale jestem szaloona". Mam w planach posty na temat:
-wszelakie maseczki domowe (cynamonowa, aspiryna etc);
-farbowanie włosów henną Khadi;
-pielęgnacja włosów (odpowiednie mycie, olejowanie, maski z jajka);
-piercing (gojenie, pielęgnacja);
-rozciąganie uszu pod tunele;

I wiele wiele innych . Enjoy! ;)